Slow Fashion

by ALEKS LAB

Czy kiedykolwiek słyszeliście hasło fast fashion ? Mimo tego, że pewnie większość z Was odpowie NIE, założę się, że to zjawisko i tak Was dotyczy. Was i mnie. Wszystkich kupujących w popularnych sklepach sieciowych, wszystkich zainteresowanych modą, wszystkich podążających za trendami, nie rozważając przy tym czy dana rzecz będzie przydatna w przyszłym sezonie, kto ją wyprodukował (i nie mówię tu o metce, a o „rękach” które przeszyły każdy milimetr Twojej nowej bluzki) i z jakiego materiału jest wykonana.

Fast fashion to zjawisko przede wszystkim opierające się na szybkich trendach zaobserwowanych na wybiegach, które natychmiast pojawiają się w masowych sklepach. Są produkowane w bardzo krótkich seriach, z założenia dynamiczne, zmieniają się praktycznie co miesiąc. Są „gotowcem” który otrzymujesz w sieciówce i wiesz, że wybierając coś z owej krótkiej serii staniesz się modnym człowiekiem

Hmm… Czy nie brzmi to zbyt pięknie? Wszystko zawierające w sobie fast wzbudza we mnie podejrzenia. Fast raczej nie oznacza czegoś wykonanego z pieczołowitością. Przecież wtedy wykonanie danej kolekcji trwałoby dłużej niż jej obecność w sklepie! Siłą rzeczy godzimy się więc na coś gorszej jakości. Niestety, również materiały, z których wykonywane są rzeczy bardzo często pozostawiają wiele do życzenia (kto miałby czas na staranne dobranie go do kolekcji?).

Ostatecznie pozostaje również aspekt modowy, czyli ten, na którym w rezultacie najbardziej nam zależało – fast trafia do milionów ze zdwojoną siłą. Na ulicy spotykamy swoje klony w naszych fast lookach. Wszyscy wiemy, że są fast z całym swoim akompaniamentem plusów i minusów.

Nie zrozumcie mnie źle – wcale nie krytykuję sieciówek. Uważam nawet, że są bardzo potrzebne i stworzone do kupowania tzw. basiców, na których tak na prawdę opiera się nasza szafa.

Ale może warto czasem zatrzymać się pośród milionów przecenionych wieszaków i zastanowić: Czego naprawdę mi potrzeba? Co swoim składem zwiastuje, że będzie dobrze wyglądać przez następne pięć lat? I – jeśli mamy wybór i świadomość – co zostało wyprodukowane nie łamiąc przy tym praw człowieka albo zwierząt?

                                                        

Świetną opcją na świadome ubieranie jest też kupowanie u lokalnych, małych projektantów. Część z nich oferuje bardzo wysokie ceny (nie krytykujmy ich, ten, kto kiedykolwiek uszył coś samodzielnie, wie ile pracy, czasu i pieniędzy pochłania projekt), ale niektórzy wcale nie przewyższają cen w sieciówkach. Portale takie jak DaWandaShowroom, czy Mustache pełne są takich osób. Warto też poszukać ich samodzielnie, odkryć ich i wspierać. My będziemy świetnie ubrani w rzeczy od designerów, a oni będą mogli rozwinąć skrzydła. Kto wie, czy za dziesięć lat, rzecz którą od nich kupiliśmy nie zwiększy swojej wartości a o ich metkę klienci będą zbiegać.

Jest to temat bardzo mi bliski, sama jestem projektantką w nowym projekcie AleksLAB i bardzo chciałabym aby w Polsce tak jak w innych zachodnich krajach doceniano małych lokalnych przedsiębiorców. Oryginalność, jakość i własnoręczne wykonanie z miłością i pieczołowitością (często w małych, tradycyjnych domowych warsztatach – czyż to nie cudowne??) gwarantowane!

Nie wyłączajmy myślenia, nie dajmy się zwieść fast gotowcom. Vintage shopy pełne są cudownych inspiracji. Cały Internet stoi przed Nami otworem. Kto kiedykolwiek znalazł swoją wymarzoną, klasyczną, ponadczasową rzecz w takim miejscu, na dodatek po okazyjnej cenie wie o jakiej satysfakcji mówię, kiedy wszyscy pytają: Gdzie kupiłaś tę świetną ramoneskę ?? A ty odpowiadasz, że niestety ale była jedna jedyna…

A Wy co o tym myślicie? Jak robicie zakupy? czy jesteście bardziej fast czy slow ?

Reklamy